Strona Główna / Aktualności / Wywiad z Barbarą Krafftówną

Wywiad z Barbarą Krafftówną

Sandra B.: Jaki obraz domu rodzinnego ma Pani we wspomnieniach?

Barbara Krafftówna: Bardzo serdeczny, bardzo rodzinny i niezwykle interesujący, dlatego że w domu matka i siostra obie grały. Były wykształcone muzycznie. Matka grała na skrzypcach i pianinie, siostra na pianinie natomiast ojciec był architektem. Matka, ojciec i siostra także malowali, więc pędzel i wszelkie, że tak powiem, formy malowania istniały. Dorastałam w otoczeniu tego typu sztuki plus oczywiście zainteresowania teatralne rozmowy, koncerty, uczęszczania. Sama mając bardzo rozbudzoną wyobraźnię, budowałam sobie różne światy.

S.B.: Jak wspomina Pani swoje pierwsze lata zainteresowania aktorstwem?

B.K.: Właściwie od samego dziecka, od dzieciństwa były te nazwijmy „ciągoty”. Ja nie bawiłam się lalkami, tylko inscenizowałam sobie różne scenariusze. Budowałam schody i trony z mebli zasłaniając dywanami schody, przebierałam się w suknie balowe matki. To mnie interesowało bardziej niż zabawa z jednym przedmiotem pod tytułem „lalka”. Oczywiście lalki też istniały, ale powiedzmy, że uwielbiałam skakać z szafy na otomanę z parasolem, udając, że skaczę ze spadochronem.

S.B.: Czy miała pani swój autorytet? Na kimś się Pani wzorowała?

B.K.: W owych czasach mojego dzieciństwa dookoła mnie, właściwie mam takie poczucie, że wszyscy byli autorytetami. Rzeczywiście tak było. Wszyscy siebie nawzajem bardzo szanowali wśród dorosłych, co się odbijało na młodzieży. Panował ogólny szacunek. Na ulicy tylko ulicznik mógł gwizdać lub głośno mówić, głośno śmiać się. W tradycji ówczesnej, w tradycji codziennej egzystencji było wiadomo, że nie należy na ulicy wołać kogoś po imieniu, dlatego że wówczas to naruszało prywatność. Jeśli ktoś powiedzmy sobie niepowołany, czyli jakiś ulicznik usłyszy imię, to może się zdarzyć, że do mnie też będzie wołać po imieniu. Panował taki ogólny szacunek, że czy miało się lat dziesięć, dwanaście, osiem czy siedemdziesiąt-osiem, to wiadomo, miało się go do wszystkich niezależnie od wieku.

S.B.: Jeżeli chodzi o aktorstwo, to czy miała Pani jakąś ulubioną aktorkę, na której być może wzorowała się Pani?

B.K.: Shirley Temple! Słynna Shirley Temple.  Pokazały się z nią filmy, które dla młodzieży i dla dorosłych były rzeczywiście niezwykłą atrakcją. Wspaniałe scenografie, fenomenalne kostiumy, przecudowna muzyka, tańce, kompozycje, żarty. Piękne filmy, piękne scenariusze, więc to oczywiście można powiedzieć bez granic pobudzało wyobraźnię.

S.B.: Dostrzegam podział na działalność aktorską: teatralną, filmową i kabaretową , która z jest odzwierciedleniem Pani charakteru?

B.K.: Ja z przyjemnością w każdą nową propozycję zanurzam się ze swoim warsztatem, żeby te nowości ogarnąć. To tak jak się wkłada nowy model sukienki, czy buta i człowiek się albo bardzo dobrze w nim czuje, albo źle, ale zaczyna się od tego, że się dobiera coś, co pasuje do człowieka, do urody. Myślę, że one w jakiś sposób jeśli zbiegają się, mają jakiś wspólny obraz, czy charakter. Wydaje mi się, że można mnie poznać jedynie po głosie, ponieważ mam bardzo charakterystyczny głos. No i oczywiście postacie literackie, które są różnego gatunku. W związku z tym wiadomo, że to widz segreguje, rozdziela.

S.B.: Współpracowała Pani z wieloma znanymi osobami, czy jest ktoś kogo Pani szczególnie wspomina i dlaczego?

B.K.: W tym czasie, w którym pracowałam, tak dużo było znakomitości. Naprawdę im głębiej sięgam, to nie tylko nie mam próżni, ale mam tak gęste wspomnienia i tak różne – to były wielkie nazwiska. Dotyczy to zarówno aktorów, jak i reżyserów.

S.B.: Długi czas przebywała Pani w USA. Czy ścieżka kariery  w USA jest cięższa niż w Polsce? Można to jakoś porównać?

B.K.: Oczywiście, że można porównać. Należy porównać, dlatego że zawsze i wszędzie wszystko należy porównywać. Nazywamy to wtedy nie przypadkowością, tylko jakąś analizą, co daje dosyć poważne efekty, że nie robi się czegoś bezmyślnie, tylko pod jakimś kątem. Czyli porównuje się. Jeśli chodzi o entuzjazm do pracy – zdecydowanie zaznacza się w amerykańskich temperamentach. Oni, zwłaszcza wszyscy młodzi aktorzy, są zaangażowani do swoich ostatnich, że tak powiem, sił i możliwości. Widać, że i kochają i bardzo poważnie do tego podchodzą jeśli już coś jest naprawdę zaproponowanego do pracy, jest jakaś poważna propozycja. Natomiast interesują się wszystkim. Nie mają żadnych oporów. Mówimy o amerykanach, że są „na luzie”. Tak, oni są na luzie! Oni wszyscy są aktorami. Oni nie są skrępowani w żadnej sytuacji, są otwarci, w związku z tym to zaskakuje. Ich otwartość i chęć pomocy, pokazania, nauczenia jest samoistnie bardzo wyraźna. Powiedziałabym, że jest to inny system pracy zawodowej aktorskiej.

U nas dochodzimy przez analizę, długą analizę, głęboką analizę, a tam jest do wykonania coś i oni wykonują. Nie mają oporów. U nas młodych bardzo często zatrzymuje się w takim rozmachui mówi się: „Chwileczkę, to jest pierwsza próba, czy druga. Nie graj, tylko wczytaj się, zrozum i dopiero potem się to będzie rodziło z tematu i budowało.” Tam nie! Tam jest spontaniczna reakcja, a za reakcją jest akcja. On jest gotowy do wszystkiego, do ruchu. On się nie zastanawia. A jeszcze jak są didaskalia, jak musi przebiec, wstać, rzucić czymś, to tam natychmiast jest wykonane. U nas zaś jest pytanie, powolna analiza i dochodzenie – czy się ma zajść od tyłu, czy z boku, czy gwałtownie, czy powoli, czy znienacka, czy z zaskoczenia.

S.B.: A Pani zdaniem który „system” jest lepszy?

B.K.: Każdy system jest dobry, a w finale okazuje się, że ten zwycięża, który jest lepszy…

S.B.: „Świat jest teatrem a człowiek aktorem. Wchodzi na scenę i ze sceny schodzi a życie ludzkie scenicznym utworem, którym każdemu kilka ról się przygodzi” a co Pani może powiedzieć o swoich życiowych rolach?

B.K.: Tutaj odniosę się do samego końca i do finału, ponieważ gdybym była prywatną osobą, może byłoby mi łatwiej odpowiedzieć na takie pytanie. Ponieważ jestem aktorką, czyli muszę być przygotowana do wszelakich gatunków, rodzajów, nastrojów, to ta „elastyczność” mojego zawodu daje mi „elastyczność” na prywatność. Życie po prostu  nawet jeśli zaskakuje, nie jest w stanie mnie ujednolicić, czy zmienić w jakiś sposób.

S.B.: Dziękuję Pani  bardzo za wywiad.

B.K.: Dziękuję bardzo.

Sandra B.

Wywiad przeprowadzony w 2012 roku w Warszawie Rembertów

Dookoła cogdziekiedy

cogdziekiedy

Sprawdź również

Softer than Pillow: KARI

 17.11 godzina 19.00 Sala: BroadwayWstęp: 20/30 zł, bilety do nabycia online lub w DK Kadr Ulotne melodie, mocne …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *